|
Do szeregu ?przeklętych poetów" dołączyli les peintres maudits. Stało się to tym łatwiej, że istotnie plastyka zaczęła tracić określone funkcje: fotografia jęła wypierać portrecistów, coraz tańsza reprodukcja - sztycharzy, a przede wszystkim do głosu coraz wyraźniej dochodził nowy mecenas, który im bardziej był nowy, im bardziej demokratyczny i .masowy, tym więksay1 |n^jaWiatfóB8^fWa^m." Bowiem ani poziom ogólny kultury tego masowego, anonimowego mecenasa nie zapewniał mu trafności czy przynajmniej stanowczości artystycznego wyboru, ani jego marzenie o awansie społecznym nie zachęcało do ryzyka tam, gdzie to nie było konieczne: lepiej się nowinkami nie kompromitować, lepiej stawiać na pewne, uznane wartości i w tych wartościach kapitał lokować". Stąd* m.in. rozchodzenie się coraz dalsze potencjalnego mecenasa i artysty, stąd Tan-Gogh-, który nie sprzedał w1 życiu ani jednego obrazu, stad nędza S-feleyay Mtwligliamego, samotnicza gburowatość Cezanne'a, tyrady WitMewićża ""grzeaW"tfpemu spófetóeńsi^'. W dodatku teorie, jakie wychodziły z grup literacko-artystycznych, stawały się dla niewtajemniczonych coraz mniej dostępne, mimo kolosalnego rozwoju publicystyki krytycznej, mimo coraz większej ilości książek o sztuce. Ale ta publicystyka... Pożal się Boże. Wśród wielu mądrości nie ma tego głupstwa, którego by wówczas o malarstwie i rzeźbie nie napisano, nie ma żadnego chyba wielkiego artysty, którego by ktoś w najbardziej nonsensowny sposób nie potępił.
|